Nie zapominajmy o "głaskach". Seks vs. miłość
Chcielibyśmy stworzyć pasjonującą relację z tą jedną, jedyną osobą, pełną uniesień, magii, stałości i erotyzmu. Chcemy wszystkiego, a osiagnąć wszystko jest trudniej niż trochę. Czyżby monogamia nieuchronnie zabijła namiętność? (Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej nt. budowania zdrowej relacji i harmonii w związku a także tego w jaki sposób przezwyciężyć kryzys zapisz się na coaching dla par)
Wybierając partnera kierujemy się subiektywnymi wymogami społecznymi, kulturowymi, zmysłowymi. Akcentując ten ostatni wchodzimy w związki żarliwe, tętniące życiem, gorące- wulkaniczne. Nierzadko lądujemy jednak na zgliszczach. Biorąc pod uwagę czysty biologizm logicznie byłoby się wiązać z kimś na niwie atrakcyjności seksualnej. Niestety życiowe autopsje okrutnie uświadamiają, że "nie okiem, a sercem patrz" bo kończymy kiepsko jak królowa Tytania (Sen nocy letniej) z osłem w alegorycznym słowa znaczeniu. W tych delikatnych sprawach trochę ambiwalentnie - Owidiusz mawiał, że "miłość sycić należy słodkimi słowy", ale twierdził również, że to rodzaj służby wojskowej . Teorii, pomysłów i poglądów dotyczących tworzenia udanego związku było wiele i chciałoby się rzec żadnej niezawodnej, konkretnej i cudownej. Wiążemy się nie tylko biologicznie, ale i społecznie. Szukamy w partnerze cech prestiżowych- porywającego intelektu, mądrości, wiedzy, wykształcenia, kultury, klasy, pozycji, etc. Rozkładając wszystko na czynniki pierwsze zastanawiamy się w końcu czym naprawdę jest miłość? Artyści przedstawiali ją najpiękniej, rozważali nad nią w sposób logiczny filozofowie, w sposób społeczny psychologowie, socjologowie, ale i matematycy, sprzedawcy, studenci, menadżerowie – czyli i my stawiamy sobie to samo pytanie.
Okazuje się, że trudno nazwać miłość ot tak bo jest uczuciem wielopłaszczynowym, złożonym i wieloczynnikowym. Eline Hatfield amerykańska profesor psychologii wyrożniła dwa typy uczucia miłości - namiętną i partnerską. Tą pierwszą określiła jako pożądliwą, intensywną, temperamentną, emocjonalną, absorbującą. Uczucie romantyczne pojawia sie gwałtownie i równie szybko zastyga. Milość partnerska jest łagodna w formie - dominuje wzajemne zaufanie, pewność, stałość, serdeczność, ugodowość. Uczucie trwa, a więź emocjonalna się pogłębia z upływem godzin, dni i lat. Podział prosty i lekko zastanawiający – Jak to?! Nie ma trwałej miłości romantycznej?!
Jedną z najbardziej znanych teorii klasyfikacji procesu i stanu jakim jest miłość jest tzw. "Trójkąt miłości" amerykańskiego psychologa Roberta Stenberga (nie mylić z innymi trójkątami w dziedzinie..). Uczony przedstawia miłość w sposób składnikowy:
- bliskość – czyli co nas łaczy z partnerem
- namiętność – czyli pociąg seksualny, gorące uczucie towarzyszące myśli dotyczącej partnera
- zaangażowanie – czyli intensywność uczuć – czy kocham? Oraz trwałość uczuć– czy wytrwam wiernie do powszechnej grobowej?
Okazuje się, że miłość w schemacie może być sumą tych składników, albo istnieć jako jeden z nich. Większość z nas jednak dąży do stanu pełnego, co jednak kiedy pojawiają się inne składniki : czas, marazm, nuda, rutyna?
Czy istnieje recepta na udany związek ? Z cudownymi radami bywa zawodnie. Każdy jednak w życiu dąży do przyjemności najprościej mówiąc neurobiologicznych wrażeń -wzrokowych, dotykowych, słuchowych i tych bardziej metafizycznych - strawy ducha. Heraklit definiował przyjemność jako przeciwność cierpienia, Platon upatrywał jej w osiagnięciu poznania... Schopenchauer zaś myślał o niej w kategorii zasłony umilającej ludzki determinizm. Dla każdego wyraża sie inaczej. Niewątpliwie w życiu pragnienie przyjemności jest wspaniałą funkcją duszy i ciała, a przyjemność, pragnienie i miłość są jego elementarnymi składnikami. Czyżby rutyna zabijała przyjemność, a monogamia nieuchronnie zabijała namiętność?!
Pogodzenie bezlitośnie mijającego czasu i gry zmysłów jest możliwe, nie jest jednak proste. Chcielibyśmy tworzyć jednocześnie trwałą parę, mieć pewność, że "to" to właśnie "to" na całe życie i wieść pasjonujące życie erotyczne. Chcemy wszystkiego, a osiągnąć wszystko jest trudniej niż trochę. Nie zamierzam dawać tutaj złotych wytycznych po których związek przeżyje renesans. Mogę jedynie zainspirować do działania i próbowania. Sekretem jest umilanie sobie życia, zatem sprawiajmy sobie przyjemności – uwodźmy się . Partner to tajemnica, którą trzeba rozwiązywać, a jego marzenia, nadzieje, pasje gdzieś gubią się w codzienności. Znajomość partnera, jego ulubiona muzyka, potrawa, kolor, kwiaty to właśnie małe drobiazgi wnoszące trochę romantyzmu do zapracowanej codzienności. Dotykajmy sie (poza łózkiem) - Panowie i Panie zapominamy o istotnych "głaskach", muśnięciach, przenikliwych spojrzeniach! Nie obawiajmy się czułości, to właśnie jej brak prowadzi do rutyny. Nauczmy sie planować czyli stwórzmy swój prywatny świat wspólnej aktywności. Przynajmniej raz w tygodniu wspólne wyjście, kino, znajomi, spacer. Rozwijamy wtedy bliskość – rozmawiajmy, śmiejmy się, po prostu bądźmy. Pobudzajmy wszystkie zmysły. Nie spieszmy się. Oprawa - w skrócie zmysłowy, intymny nastrój – (oczywiste, ale zakopane pod grubą warstą kurzu ): kolacja, muzyka, kąpiel, świece, gwiazdy. Uwaga! Erotyzm nie jest wrodzony jest nabyty i milcząc nie osiągniemy satysfakcji. Zapomnijmy więc o statystykach, normach etc., jesteśmy my i nasza ochota. Nie pozwólmy żeby "miłość zaczynała sie westchnieniem, a kończyła ziewnięciem".
Pozwólmy na to "coś" co każdy nazwie swoimi słowami i zachorujmy choć na chwilę na romantyczność!
Ciekawy Artykuł?
Komentarze / Pytania:
- 676 odsłon











Dodaj nową odpowiedź