Problem z mężem

9 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Zobacz profil Użytkownika
Offline
Dołączył: 2011-06-03
Plusy: 127
Problem z mężem

Witam wszystkich serdecznie!

 

Korzystając z narzędzia, jakie daje to forum, chciałabym zadać jedno pytanie.

Otóż sytuacja wygląda następująco: prawie za każdym razem, kiedy proszę mojego męża o zrobienie czegoś w domu (typu wynoszenie śmieci, zmywanie) on mówi, że zaraz to zrobi i oczywiście nie robi. Bierze mnie "na przetrzymanie", a ja po upływie 2-3 godzin robię to sama, bo doprowadza mnie do szału niedokończona robota. Powoli mam dość tej sytuacji, bo wychodzi na to, że praktywcznie wszystko w domu robię sama.

Jak skłonić go do pomocy i robienia tego, o co poproszę? Zaznaczam, że nie wymagam od niego super dużo, ot, żeby się włączył trochę w życie domowe.

 

Ciekawy Temat?

- podziel się z przyjaciółmi i rodziną:

 

Zobacz profil Użytkownika
Offline
Dołączył: 2011-06-03
Plusy: 127

Wiedziałam, że w tym przypadku nie ma już nadziei, więc raczej się nie dziwię, że nikt nie odpowiada. Chyba musze po prostu wymienić go na nowszy model ;)

Zobacz profil Użytkownika
Offline
Ekspert
Coach, Psycholog, Trener
Dołączył: 2010-04-07
Plusy: 1872

Nie no, Wiwiorko, wszyscy się garną do odpowiedzi, tylko żeś takie trudne pytanie zadała, że się tu zastanawiamy przez parę dni;)

No więc jeśli chcesz wywierać wpływ to masz parę możliwości:

  • sex - jak mąż chce seksu, weź go w podobny sposób na przetrzymanie. 2-3godzinna "gra wstępna" może być dla niego srogim wspomnieniem;) Oczywiście trochę sobie żartuję, tym nie mniej wiele kobiet stosuje tę strategię - krótkoterminowo jest skuteczna, długoterminowo - wiadomo.
  • możesz iść w argumenty, czyli "ja pozmywałam naczynia, to ty wynieś śmieci..." albo "dlaczego ja mam tylko ogarniać chałupę?!" itp. To jest ulubiona strategia mężczyzn, bo są przecież tacy racjonalni, więc z dużym zapałem będzie tu partner grał z Tobą w "ping-ponga". Taki ping-pong przeważnie kończy się frustracją i rozczarowaniem, bo przeważnie w takich dyskusjach dochodzimy do przekonań, a przekonań tak ot człowiek nie zmienia. Czyli idzie rozmowa wedle schematu: katolik próbuje udowodnić muzułmaninowi, że katolicyzm jest tą jedyną prawdziwą religią, a muzułmanin jest bardzo chętny do rewanżu...
  • mówienie o potrzebach. Tu na szczęście Ty, jako kobieta, masz przewagę - facetom trudniej jest czytać swoje potrzeby i emocje. Tu kończy się pole racjonalnej rozmowy, bo nie ma możliwości podważenia czyjejś potrzeby, ponieważ jest subiektywna (no chyba, że Ci zarzuci manipulację). Czyli mówisz: "Potrzebuję partnerstwa w naszym związku. Czuję je, gdy dzielimy się obowiązkami mniej więcej po równo". Tu może nie wystarczyć powiedzenie o samej potrzebie i jej przełożeniu na poziom zachowań - jeśli nie działa, trzeba zrobić więcej elementów Z-FUKO PZK (artykuł opisujący na przykładach tę technikę konstruktywnej krytyki), szczególnie warto uwzględniać konsekwencje i propozycje rozwiązań. Najczęściej popełniany błąd w tym miejscu, to mylenie potrzeby, z jej reprezentacją na poziomie zachowań - czyli ktoś mówi: "potrzebuję, żebyśmy po równo dzielili się obowiązkami" i efekt jest taki jak w dyskusji na argumenty, bo każdy czuje jakąś tam inną równość i równość równości nie równa...
  • egzekwowanie. Polega na wdrażaniu w życie konsekwencji. Czyli jeśli mówisz o konsekwencji: "Kiedy nie czuję partnerstwa w naszym związku, coraz mniej mi się chce dbać o wspólne wieczory, o seks, coraz mniej chce mi się oglądać z Tobą mecze" i robisz to, oczywiście nie na siłę, spontanicznie pozwalasz sobie uzewnętrznić swoją mniejszą chęć... Egzekwowanie może zakończyć się rozwodem. Do takiej sytuacji dochodzi, gdy partnerzy nie chcą już przesunąć dla siebie granic, zrobić większego wysiłku mając świadomość, że to jest ważne dla drugiej strony. Rozwód jest wtedy uwolnieniem z toksycznego już związku.

Co Ty na to?

Zobacz profil Użytkownika
Offline
Dołączył: 2011-06-03
Plusy: 127

Dzięki wielkie za odpowiedź, tym bardziej tak obszerną :)

 

Z tym seksem to jest tak, że już próbowałam, ale mam ograniczone możliwości. Wiem, że on woli rude, seks więc nigdy u nas nie był w centrum zainteresowania (jestem brunetką). Niby taka głupia rzecz, a dosyć mocno wpłynęła na nasz związek.

Jeśli chodzi o argumenty to sprawa wygląda tak, że on się ze mną zgadza, mówi, że to zrobi i właśnie nie robi ;( Jak już pisałam, on próbuje przeciągać sprawę, co mnie niesamowicie irytuje, więc sama robię to, co jest do zrobienia.

Tak sobie myślę, że może mówienie o potrzebach może coś pomóc. Przeczytalam ten artykuł, bardzo ciekawy, myślę, że konstruktywna krytyka może podziałać, jeśli dobrze to rozegram. A jeśli nie to go wyślę do Was na kołczing to go sami naprostujecie ;)

Bądź co bądź dzięki jeszcze raz za odpowiedź, będę meldować o postępach :)

Zobacz profil Użytkownika
Offline
Ekspert
Coach, Psycholog, Trener
Dołączył: 2010-04-07
Plusy: 1872

Tak, czekamy na raport postępów!:) Jeśli przeciąga i przytakuje, to prawdopodbnie będziesz musiała pobawić się w egzekwowanie...

P.S. Wiewiórka nie ruda? To jakaś nie polska chyba...;)

Zobacz profil Użytkownika
Offline
Dołączył: 2011-06-03
Plusy: 127

Wiewiórka ze względu na zęby ;) Ruda niestety nie jestem, nigdy nie podobał mi się ten kolor.

 

Postęp jest taki, że udało mi się go raz skłonić do pozmywania naczyń - zagroziłam, że nie upiekę szarlotki, którą bardzo lubi :D

Jakoś trudno mi mówić o własnych potrzebach, na papierze to zawsze dobrze wygląda, ale, no właśnie, jak się przemóc? Szczerze mówiąc to zawsze miałam z tym problem, podobnie jest z uczuciami - ciężko mi je okazywać. Cos jest ze mną nie tak?

Zobacz profil Użytkownika
Offline
Ekspert
Coach, Psycholog, Trener
Dołączył: 2010-04-07
Plusy: 1872

Niiee, wszsytko z Tobą OK. Ludziom trudno jest myśleć w kategoriach potrzeb, przeważnie myślimy o tym, czego nie chcemy, z czym mamy problem, co nas wkurza, co ma ograniczający wpływ na naszą motywację i skuteczność. Zatem to co możesz zrobić, to po pierwsze przeformułowywać z "Nie chcę...., mam problem z... nie podoba mi się..." na: "Chcę... potrzebuję...". O potrzebach jest trudno mówić, bo zazwyczaj myśląc o potrzebach, myślimy o ich odzwierciedleniach na poziomie zachowań. Czyli, myślimy: "potrzebuję, żebyś posprzątał ze mną piwnicę". Sprzątanie jest jednak zachowaniem. Co jest potrzebą? Zadaj sobie pytanie: "gdy będziemy razem sprzątali piwnicę, czego ważnego doświadczę?"

- "nnooo, poczucia współnoty". Aha, czyli Twoją potrzebą jest poczucie wspólnoty. Co możesz zrobić i co może Twój mąż zrobić, żebyś doświadczała w Waszym związku poczucia wspólnoty? Nooo, wspólne spacery, kolacje, zmywanie naczyń itp. Wiedząc jak wiele zachowań może prowadzić do zreazlizowania Twojej potrzeby, może być Ci łatwiej o niej powiedzieć, bo nawet jeśli mąż nie będzie miał ochoty wynieść śmieci, to może mieć ochotę zrobić te inne rzeczy... Poza tym, gdy powiesz mężowi o potrzebie, to będzie to uzasadnienie niepodważalne Twojej prośby, a faceci są racjonalni i potrzebują rozumieć. Kiedy rozumieją, mają większą motywację, żeby działać. Dlaczego jest to niepodważalne uzasadnienie? Ponieważ nie ma tu żadnego argumentu racjonalnego. Gdybyś powiedziała, żeby posprzątał z Tobą, bo Ty tylko sprzątasz, to znalazłby parę argumentów w stylu: "nie prawda, ja sprzątałem tydzień temu" albo "ale za to ja się zajmuję autem, a Ty nie" - z takiej dyskusji na argumenty na  poziomie zachowań, nie znajdziecie łączącej płaszczyzny. Tą płaszczyzną mogą tylko być potrzeby.

Podsumowując kroki:

  1. PROŚBA: sformułowanie prośby: "posprzątajmy razem piwnicę"
  2. UZASADNIENIE POTRZEBĄ: uzasadnienie na poziomie potrzeb: "da mi to poczucie wspólnoty, której potrzebuję w naszym związku"
  3. NEGOCJACJE: jeśli okazuje się, że mąż ma równie silną, albo silniejszą inną potrzebę (np. poczucia bezpieczeństwa, który zaspokoi przygotowując sięw tym momencie na jutro do pracy) to negocjujecie na poziomie zachowań: to może ja Ci pomogę przygotować się teraz do pracy (bo chcę żebyś czuł się bezpiecznie), a jak skończymy, posprzątamy razem piwnicę?
  4. KONSEKWENCJE: jeśli mąż mimo wszystko chce zająć się tylko swoją potrzebą, mówisz o konsekwencjach: przypuszczam, że będę miała dzisiaj w takim razie mniejsze poczucie wspólnoty, przez co mogę nie mieć ochoty na wspólną kolację lub seks.
  5. EGZEKWOWANIE: robisz to, co zapowiedziałaś w konsekwencjach, przy założeniu, że jest to nadal aktualne, czyli: zajmujesz się bardziej sobą niż wspólną kolacją i seksem.

Pytanie, co znaczy "zagroziłam"? Jest różnica między mówieniem o konsekwencjach a grożeniem albo szantażowaniem (link - czytaj więcej). Staraj się unikać implikacji: "jeżeli nie ...(zrobisz)..., to ... (ukarzę Cię)..." - bo taka składnia wsbudza postawę obronną rozmówcy albowiem podświadomie oznacza przerzucenie odpowiedzialności na winowajcę... Efektywniej jest używać zwrotu np. "znam siebie trochę i wiem, że gdy nie mam.../ doświadczam braku... od Ciebie/ z Twojej strony, reaguję w ten sposób, że... / robię to i tamto..." Zwróć uwagę, że tu mówisz o sobie - komunikat w języku "ja", więc nie wzbudzi postawy obronnej.

Jeśli trudno Co okazywać uczucia, może łatwiej Ci będzie mówić o nich? Pomyśl na d tym, czego się obawiasz - że jak okażesz uczucia w towarzystwie męża, to co najgorszego mogłoby się  wydarzyć?

 

Zobacz profil Użytkownika
Offline
Dołączył: 2011-06-03
Plusy: 127

Łał, dzięki za tak dokładną odpowiedź!

Zagroziłam mu trochę w żartach, trochę na serio;) Tym razem poskutkowało, ale czytając jak wygląda ten mechanizm obronny widzę, że mogę się niebawem "przejechać" na mojej strategii. Na przyszłość postaram się inaczej to formułować.

Kurcze, czuję się trochę jak mała manipulatorka ;)

Mówić o uczuciach też nie jest łatwo, ze względu na mój charakter. Panicznie boję się, że ktoś mógłby pomyśleć, że jestem słaba. Zawsze chciałam uchodzić za osobę silną i pewną siebie, a mówienie/okazywanie uczuć kojarzy mi się z odsłanianiem najczulszych punktów. Wiem, trochę dziwne, ale staram się nad tym pracować.

Co do kroków: może być problem z egzekwowaniem. Wystarczy, że on się do mnie uśmiechnie lub zrobi coś równie uroczego i zapominam o wszystkim. Euh, chyba powinnam być bardziej asertywna :( A właśnie, tak na marginesie - czy u Was na life coachingu można się zajmować uczeniem się technik asertywności? Tak się zastanawiałam ostatnio, bo rozważam wybranie się do Was :)

Zobacz profil Użytkownika
turowska9 (Gość)

Witam kiedyś miałam taki sam problem, zrobiłam tak, powiedziałam, że dom jest do mieszkania, a nie do sprzątania, więc mąż ruszył tyłek z kanapy i sam zaczął robić porządki. Ja w tym czasie czytam ciekawe książki. Ostatnio natrafiłam na bardzo intrygującą. Powiem tak, moje życie erotyczne odrodziło się. Mam posprzątane mieszkanie, a przy okazji zwariowane pomysły w sypialni. Każde z nas jest zadowolone. Polecam
http://org-epost.com/book19783562.php
Pozdrawiam

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
© copyright 4GROW 2010
Kontakt                            Regulamin i Polityka Prywatności
Design: LUK | Powered by YASNE