Dlaczego wolimy wydać 30 tys. na auto niż na rozwój osobisty?

Odpowiedź na to pytanie przyszła mi do głowy pod wpływem rozmowy z kolegą, który stwierdził, że z chęcią skorzysta z coachingu, ale za darmo. Zaczęliśmy dyskutować o stawkach za sesję, jakie są na rynku i tu kolejne rozczarowanie kolegi - "średnio aż 300 zł za sesję w life coachingu?!" - zapytał.

"No właśnie, jak to tak - za takie nie wiadomo co płacić tyle kasy? Za siedzenie i gadanie?" Prawdopodobnie takie myśli pojawiają się w głowach tych, którzy słyszą cenę. Dobrze, myślę sobie, ale skupmy się na rozwiązaniu. Pytam kolegi - "a ile jesteś gotowy zapłacić za to, że nie będziesz siedział codziennie 3 godz przed komputerem?" (to był problem, z którym kolega chciał sobie poradzić). W tym miejscu kolega się podrapał, zastanowił i mówi, że 500 zł albo i więcej, że naprawdę bardzo by chciał pozbyć się tego podłego uzależnienia, bo wolałby poświęcać ten czas na co innego.

Gdzie leży zatem problem?

Problemem jest nieświadomość faktu, iż coaching to inwestycja.

Co uświadomił sobie kolega?

Postrzegł, że pozbywając się uzależnienia od komputera zyskuje 3 godz dziennie razy 30 dni to 90 godz, czyli 4 dni miesięcznie - przecież to dwa dodatkowe weekendy miesięcznie! Ile Ty sam zapłaciłbyś za dwa dodatkowe weekendy miesięcznie?

 

Widocznie kolega uświadomił sobie, że coaching to wartościowa inwestycja, ponieważ zwraca się z naddatkiem i są to wymierne korzyści.

Z psychoterapią jest podobnie, jednak tutaj jest jeszcze trudniej z postrzeganiem jej jako wartościowej inwestycji. Jest znacznie dłużej na rynku, więc narosło mnóstwo mitów o tym, co się robi na psychoterapii, o tym jakie to głupie pytania zadają psychoterapeuci, aż wreszcie o tym, że to metoda stosowana tylko w przypadku chorych i zaburzonych.

 

Dlaczego zatem, skoro coaching i psychoterapia się opłacają, w Polsce mają jeszcze niewiele klientów w porównaniu z krajami zachodnimi?

 

Wielu ludzi twierdzi, że powodem są wysokie ceny coachingu ( life coaching 300 zł za sesję (1,5 godz), biznes coaching średnio 1400-1500 zł za sesję) i psychoterapii (100 - 200 zł za godz) . Śmiem wątpić. Jak to jest, że Kowalski potrafi wydać kilkaset złotych miesięcznie na paliwo albo gadżety do auta, a Malinowska potrafi zostawić połowę swojej pensji u fryzjera czy kosmmetyczki? Znaczy to, że pieniądze mają, nie mają tylko potrzeby wydawania ich na rozwój osobisty, przynajmniej nie w takich kwotach.

Dlaczego Polacy nie mają potrzeby wydawać pieniędzy na rozwój osobisty?

Do postawienia mojej hipotezy wesprę się hierarchią potrzeb Maslowa.

Hierarchia potrzeb Maslowa

Człowiek zaspokaja w pierwszej kolejności potrzeby niższego rzędu - dopóki ich nie zaspokoi, nie próbuje zaspokajać potrzeb wyższego rzędu.

 

Zwróćmy uwagę na naszą przeszłość - komunizm, stan wojenny, bieda. Człowiek myślał wtedy przede wszystkim o zaspakajaniu potrzeb fizjologicznych i bezpieczeństwa. Lata 90 - pojawiają się pieniądze i możliwości. Człowiek zaczął myśleć o takich sprawach jak prestiż, kariera, kolejne dobra materialne - czasami tylko w celu przynależności do jakiejś grupy społecznej.

 

Myślę, że w XXI wieku coraz więcej ludzi czuje zaspokojenie potrzeb społecznych i uznania, więc zaczyna myśleć o samorealizacji. Jest to jednak nadal garstka.

 

Moja hipoteza brzmi zatem: Większy odsetek Polaków (w stosunku do zachodnich narodowości) nie ma potrzeby wydawać pieniędzy na rozwój, ponieważ nasze historyczne uwarunkowania sprawiały, że koncentrowaliśmy się na potrzebach niższego rzędu i dopiero powoli zaczynamy dostrzegać, że rozwój osobisty jest teraz dla nas najważniejszy.

 

Jest jeszcze jeden powód, dla którego Polacy nie chcą płacić specjaliście za wsparcie rozwoju osobistego, również historycznie uwarunkowany. Wróćmy na chwilę do okresu komuny, stanu wojennego - Polak przyzwyczajony, ze półki puste, pieniędzy nie ma, więc co dało się zrobić samemu, robiło się samemu - naprawiało się samemu malucha, jeśli ktoś miał podwórko - samemu hodował kury i kaczki, szyło się sukienki, cerowało skarpetki... Polak, jeśli sam może coś zrobić, to niechętnie będzie płacił za to komuś innemu.

 

Po co więc płacić komuś za wsparcie w rozwoju - przecież to takie proste. Wystarczy przeczytać mądre książki, proozmawiać na ciekawe tematy, poradzić się przyjaciółki - każdy potrafi się rozwijać...

 

Cóż, każdy potrafi też zrobić ciasto i remont silnika. Czy warto jednak poświęcać czas na naukę tych czynności, jeśli można mieć to szybko i profesjonalnie zrobione, a samemu zająć się tym, co naprawdę daje nam radość. Coachingiem czy psychoterapią można osiągnąć cele czy rozwiązania problemów, które nam samym zajęłyby kilka lub kilkanaście lat.

 

Warto czekać?

Ja odpowiedziałem sobie - nie warto. Korzystam zarówno z coachingu, jak i z innych narzędzi wpierających mój rozwój osobisty i widzę tego wymierne efekty - są to bezcenne inwestycje, a korzyści, których doświadczam, trudno przeliczyc na pieniądze. Obecnue wydaję na rozwój osobisty (samorealizacja wg Maslowa) 50% moich dochodów.

Polecam Ci zrobienie małego eksperymentu - wylicz jaki mniej więcej procent Twoich zarobków wydajesz oraz ile czasu poświęcasz miesięcznie na zaspokojenie każdej z potrzeb z hierarchii potrzeb Maslowa.

Niech odpowiedź na następujące pytanie będzie pointą tego artykułu - czy taki przydział czasu i pieniędzy do danych poziomów piramidy wspiera Cię w stawaniu się takim człowiekiem, jakim chcesz być?

Jeżeli chcesz rozważyć tę inwestycję, zapraszam serdecznie na bezpłatną konsultację, porozmawiamy przy kawie o coachingu w Warszawie.

Autor: Mateusz Dąbrowski - psycholog biznesu, coach, trener, prezes 4GROW.


Ciekawy Artykuł?

- podziel się z przyjaciółmi i rodziną:

Komentarze / Pytania:

Zobacz profil Użytkownika
Offline
Dołączył: 2010-04-19
Plusy: 177
"[...]coachingiem czy psychoterapią można osiągnąć cele, czy rozwiązania problemów, które nam samym zajęłyby kilka lub kilkanaście lat."
Myślę, że odpowiedź na pytanie tytułowe może być jeszcze taka, że wiele osób myśli, że inwestuje w swój rozwój osobisty i myśli, że się rozwija. Wiele osób inwestuje w swój rozwój kupując bilet do kina, mądrą książkę, chodząc na kurs jogi czy angielskiego, uczestnicząc w kolejnych szkoleniach, zdobywając kolejne certyfikaty i umiejętności. Myślę, że takie osoby mają poczucie, że się rozwijają i nie zainteresują się coachingiem bo wydaje im się niepotrzebny. A jeśli chodzi o problemy, to mam wrażenie, że Polacy chętnie narzekają i użalają się nad sobą ale w sprawach błahych a jeśli chodzi o problemy poważne, to sami przed sobą raczej im zaprzeczają a tym bardziej przed innymi. Po co więc zwracać się do kogoś po wsparcie w rozwiązywaniu problemów skoro ich nie mam?
Zobacz profil Użytkownika
Offline
Ekspert
Coach, Psycholog, Trener
Dołączył: 2010-04-07
Plusy: 1751
Skoro mają świadomość, że się rozwijają i podejmują świadome działania by się rozwijać, to znaczy, że rozwój jest dla nich ważny. Skoro jest ważny, to dlaczego nie chcą spróbować coachingu lub dlaczego nie wierzą, że coaching może być skuteczniejszy od wymienionych przez Ciebie alternatyw?
Zobacz profil Użytkownika
luk
Offline
Dołączył: 2010-04-29
Plusy: 35
Ja postawiłbym tezę, że problemem jest brak istnienia wymiernej wartości w wyrażeniu "rozwój osobisty" w naszym społeczeństwie. Wydaje mi się, że jedynym wymiernym, bo znanym, rozwojem dla nas (społeczeństwa polskiego) jest proces bogacenia się, traktowany jako rozwój osobisty, lecz będący tak naprawdę rozwojem materialnym. Ludzie traktują siebie i swój rozwój, jak elementy układanki, w których podstawową rolę opiniotwórczą odgrywa telewizja, moda, czy zazdrośc sąsiada. Czyli rozwojem osobistym jest poruszanie się po szczeblach kariery, zmiana samochodu i innych dóbr, które kompletnie nie mają nic wspólnego z górnymi piętrami tabeli Masłowa. Czy jednak można wymagać od trenerów, czy kołczów zaangażowania w zmianę myślenia nas wszystkich? Nawet jeśli jest to w ich interesie? to pytanie pozostawiam otwarte ;)
Zobacz profil Użytkownika
Offline
Ekspert
Coach, Psycholog, Trener
Dołączył: 2010-04-07
Plusy: 1751

hmm, wymierny i niematerialny rozwój osobisty - dokładnie tak, choć myślę, że to dwie odrębne kwestie. To, że cele bardzo często stawiamy sobie niewymierne, to norma, nawet jeśli są materialne. Co z tego, że moim celem jest mieć samochód, jeśli nie ustalę sobie kiedy go chcę mieć i co to znaczy mieć - kupić? wygrać? dostać? OK. niech będzie - kupić, kupi go sobie po dwóch latach i nie będzie się z tego cieszył, bo nie wiadomo czy to długo czy nie długo... bo nie ustalił sobie mierników sukcesu. Więc energia włożona w działanie związane z zakupem auta poszła na marne.

 

Druga sprawa, to utożsamianie rozwoju osobistego, z rozwojem materialnym - i tu się zgadzamy - większość ludzi jeszcze chce się nacieszyć materią.

 

A na Twoje pytanie końcowe odpowiem tak: oczywiście, że  nie - coaching polega na wspieraniu klienta w osiągnięciu JEGO celu. Zatem jeśli przyjdzie do mnie z prośbą o wsparcie w zakupie auta za 30 tys, ja go w tym wesprę jeśli nie rozmyśli się.

 

Ja stawiam inne pytanie - dlaczego tak późno zaczynamy korzystać z pomocy fachowców w dziedzinie rozwoju osobistego, podczas gdy już dawno zaczęliśmy korzystać z pomocy fachowców od robienia żółtego sera, chleba i aut...?

Zobacz profil Użytkownika
Offline
Dołączył: 2010-04-19
Plusy: 177
Dlatego, że ser, chleb i auto są materialne, namacalne a rozwój osobisty to dla wielu coś, co ma wiele imion albo jest nieokreślone. A ludzie wierzą częściej w to, czego mogą dotknąć i dlatego łatwiej im kupić chleb niż wsparcie w rozwoju osobistym :)
Zobacz profil Użytkownika
Offline
Ekspert
Coach, Psycholog, Trener
Dołączył: 2010-04-07
Plusy: 1751
hmm, czy ja wiem? Niby tak, ale jak nie jadłaś nigdy tatara, to musisz go spróbować, żeby stwierdzić czy chcesz go jeść czy nie, chyba, że wystarczą Ci opinie innych. Dlaczego jedni decydują się na próbowanie tatara a inni nie? Choć jest namacalny i materialny... Dlaczego jedni decydują się na próbowanie profesjonalnych narzędzi rozwoju osobistego a inni nie?
Zobacz profil Użytkownika
Marlena Mendelewska (Gość)

A może dlatego, że coaching nie przedstawia dla nich żadnej wartości/ To kupowanie kota w worku, po którym nie wiadomo, czego się spodziewać (a w przypadku kursu językowego, czy jogi wiadomo). Można zatem siedzieć i biadolić, że Kowalski nie chce przyjść i zapłacić 300zł za coś, co nawet polskiej nazwy nie ma. Albo: uświadomić Kowalskiego, czym ten coaching jest.

Zobacz profil Użytkownika
Gość (Gość)

Jest też grupa ludzi, która naprawdę chce się rozwijać, ale nie stać ją na taką inwestycję. Jeżeli mają ograniczone zasoby finansowe, a wręcz niedobory, to priorytetem będzie wyżywienie rodziny, opłacenie rachunków, a nie - inwestycja w coaching

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
© copyright 4GROW 2010
Kontakt                            Regulamin i Polityka Prywatności
Design: LUK | Powered by YASNE